Slow reading

Jak daleko można się posunąć, by zaprezentować nieprawdziwą prawdę o słynnej rodzinie Guccich? – polecam subiektywny obraz Patrizi Gucci w książce „Gucci. Prawdziwa historia dynastii sukcesu”

„Gucci. Prawdziwa historia dynastii sukcesu” Patrizia Gucii

Kiedy do kin wchodził film „Dom Gucci, o którym zrobiło się głośno” dostałam od mojej przyjaciółki –  wydawczyni Sylwii Chrabałowskiej (MOCMEDIA) książkę pt. „Gucci. Prawdziwa historia dynastii sukcesu” Patrizi Gucci.

Rozmawiałam o filmie z sąsiadką Agnieszką, która bardzo go chciała obejrzeć. Ja zaś byłam w trakcie lektury i nie chciałam mieszać fabuły z biografią oraz wspomnieniami prawnuczki założyciela słynnej marki modowej. Zwłaszcza, że już pierwszy akapit wzbudził we mnie czujność i pomysł o wybraniu się do kina stanął pod znakiem zapytania:

„Od niepamiętnych czasów każda marka, która osiągnęła wyżyny popularności, zmagała się ze skutkami fałszerstw swoich produktów. Musiała zabezpieczać się oraz bronić przed podróbkami. Tak jak każdy produkt może być podrobiony, zafałszować można także historię, zwłaszcza jeśli wiąże się z nazwiskiem i marką tak bardzo renomowaną.

Gdy postanowiłam napisać te słowa, dzieje Guccich, dynastii, która zapoczątkowała międzynarodową markę modową, były na ustach wszystkich. Powodem były zdjęcia do filmu „House of Gucci”, odbywające się podczas pełnego lockdownu we Włoszech, reżyserowanego przez Ridleya Scotta, w którego obsadzie znaleźli się między innym: Lady Gaga, Adam Driver, Al. Pacino. Naturalnie w mediach społecznościowych nie mówiono o niczym innym.”

Jak opowiada Patrizia cała rodzina w 2003 roku była bardzo zaskoczona zainteresowaniem słynnego reżysera ich rodziną. Ridley Scott na rozmowach prosił o wolną rękę, aby stworzyć film, w praktyce również o autoryzację na opowieść o losach Guccich.

„Wkrótce także otrzymałyśmy kurtuazyjny list od angielskiego scenarzysty (…), który uspokajał nas w kwestii wiarygodności narracji i najwyższego szacunku, z jakim będzie prowadzona.”

Przez wiele lat nic się nie działo, aż do 2020 roku, kiedy w mediach pojawiła się informacja, że Ridley Scott realizuje film o zabójstwie Maurizia Gucciego. Skupi się również na losach najważniejszych członków rodu Patrizi – na dziadku Aldzie, wuju Rudolfie i ojcu Paolu.

Szybko autorka odkryła, że produkcja filmu opiera się na książce Sary Gray Forden „Dom Gucci. Potęga mody, szaleństwo pieniędzy, gorycz upadku.” Zaskoczyła mnie informacja, że treść książki nigdy nie została autoryzowana przez rodzinę, jak również nikt więcej nie skontaktował się z rodziną podczas realnej produkcji filmu, choć lata temu ustalono, że będzie on oparty na potwierdzonych przez rodzinę zdarzeniach.

Jak podaje Patrizia, angielska dziennikarka określiła babcię Olwen „służącą”, choć była ona damą do towarzystwa królowej Grecji. Dziadek Guccio zaś przedstawiony jako „pomywacz”, gdy w rzeczywistości pracował w hotelu Savoy jako windziarz (w tamtych czasach był to jedyny hotel, w którym była winda, zatem ze skrupulatnością wybierano osobę godną zajęcia takiego stanowiska).

Moją czujność wzbudziły dalej przedstawione w książce fakty o awanturach rodzinnych, czy choćby przypisywaniu bigamii ojcu Patrizi: „Kobieta, która podawała się za drugą żonę, była wyłącznie przyjaciółką”.

Jak daleko można się posunąć, by zaprezentować nieprawdziwą prawdę o słynnej rodzinie? Czy w świecie artystycznym można mówić etyce i moralności? Czy książka i film powinny powstać w takiej formie? Czy obietnice, zaufanie do ludzi w dzisiejszych czasach można wyrzucić do kosza?

Książka, choć jest bardzo subiektywną oceną i pewnego rodzaju obroną rodzinnej historii, skłania jednak do zadania jeszcze wielu pytań i poszukania odpowiedzi.

Patrizia podkreśla:

„ Pragnę, żeby pamięć o historii mojej rodziny pozostała w świadomości ludzi na długie lata.”

Przyznam szczerze, że nie sięgnęłam po książkę Sary, ani nie obejrzałam filmu. Być może film kiedyś obejrzę, ze względu na obsadę i modę, lecz po tej lekturze, traktując go jedynie jak wymyśloną historię, zainspirowaną rodziną, która zasługuje moim zdaniem na szacunek.  

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.